Za spiżową bramą, czyli recenzja książki Sodoma

Watykan wydaje się nam być miejscem świętym, w którym ludzie powinni świecić przykładem cnót i moralności. Tymczasem ten utopijny obraz nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. To miejsce pełne intryg, zakulisowej polityki, zazdrości, a przede wszystkim obłudy. Taki obraz wyłania się z książki Sodoma francuskiego pisarza Frédérica Martela, który przez cztery lata prowadził reporterskie śledzctwo w Watykanie. W tym kontekście przypominają się spostrzeżenia Marcina Lutra, który doznał emocjonalnego szoku, kiedy odwiedził Watykan i zobaczył, jak żyje duchowieństwo. Od tego czasu zmieniło się szczególnie jedno – wszystko to jest bardziej zawaluowane, po zasłoną podwójnego życia jakie prowadzi watykański kler. Z tego też wynika homofobiczność Kościoła, która jest wyrazem strachu przed ujawnieniem tego jak się prowadzą papieże, kardynałowie, arcybiskupi, biskupi oraz księża, którzy jak się okazują nie biorą sobie do serca słów Chrystusa o tym, że prawda wzywala. Książka zwiera wiele ciekawych wątków,  skupię sie teraz jednak na jednym. Dlaczego tak jest, że kler cechuje homofobia oraz mizoginia? Odpowiedź na to pytanie w szerszym kontekście pokazuje bowiem, czego boimy się wszyscy – niezależnie od preferencji seksualnej czy płci.

Oaza staje się rajem

Żeby na to pytanie odpowiedzieć, wyobraźmy sobie młodego chłopaka w wieku nastoletnim, który odkrywa, że podobają mu się chłopcy. Co ów młody chłopak może zrobić w czasach, kiedy napiętnuje się homoseksualizm? Czuje się on przerażony i obwaia się, że jeśli jego skłonności wyjdą na jaw, jego życie zamieni się w piekło. Co więc może zrobić? Szuka oazy przetrwania. Takim miejscem jest Kościół. Droga zakonna jawi się jako najlepsze wyjście z sytuacji. Pozwala ona żyć z dala od pytań o ślub, narzeczoną czy dziewczynę. Dodatkowo dowartościowuje nie tylko księdza ale i jego rodzinę. Ksiądz ma pozycje społeczną, a jego rodzina zyskuje w oczach innych. Ludzie liczą się ze zdaniem kapłana oraz skłądają mu ofiry materialne. Oaza staje się rajem. Kościół podkreśla, że taka droga zakonna czy kapłańska jest dodatkowo lepsza i bliższa Bogu. W języku polskim istnieje nawet powiedzenie, będące kwitensencją tego stanu: Kto ma księdza w rodzinie, ten nie zginie. Zakony i seminaria ochoczą przyjmują młodych chłopaków, którzy zamknięci i odcięci od świata mają kontakty ze sobą oraz księżmi. Tak rodzą się relacje i układy. Pojawiają się romanse, erotyczne fascynacje i ukryty seks. W tym kontekście przypomnijmy sobie polskiego arcybiskupa pozańskiego Juliusza Petza, który lubił czule opiekować się klerykami.

Raj utracony

Ten raj jednak staje w obliczu raju utraconego. Cześć homoseksualistów zaczyna walczyć o swoje prawa do równego traktowania i tworzenia związków. Młodzi chłopcy już nie garną się ochoczo do seminariów i zakonów. Pozycja i przetrwanie kleru zostaje zagrożona. Trudniej znaleźć młodego kapłana, którego można poderwać i nawiązać z nim intymną relację. Dodatkowo lepiej wyedukowani i świadomi siebie ludzie odwaracają się od Kościoła, a w związku z czym spadają także dochody księży. Znów pojawia się strach i lęk o przetrwanie. Wywołuje to poczucie nienawiści. Nienawiść jest trudną emocją, powoduje ona złe samopoczucie, w związku z czym szuka się sposobu na jej rozładowanie. Najlepszym sposobem jest atak. Kościół zaczyna szukać zewnętrznych wrogów. Wrogiem jest świat, a w sposób szczególny geje, lesbijki oraz osoby transpłuciowe. Kościół zaczyna prowadzić kampanie skierowane do wiernych o rzekomym zagrożeniu, jakie Ci ludzie stwarzają dla rodzin a szczególnie dla dzieci. Nagonka ma pokazać, że geje i lesbijki są pedofilami. Przez to stara się wzbudzić strach i lęk, który odwraca uwagę wiernych od tego, jak się prowadzi kler. Martel pięknie podsumowuje to w zdaniu: Im bardziej homofobiczny ksiądz, tym bardziej jest homoseksualny. Zdanie to ma bardzo głęboki wymiar psychologiczny. Homofobia bowiem bazuje na strachu i lęku. W przypadku księży lęk i strach jest przed odkryciem ich homoseksualności. Spowodowałoby to bowiem utratę ich prestiżu i pozycji społecznej. Podobnie rzecz się ma z mizoginią (nienawiść do płci żeńskiej), która cechuje księży. Kobieta w tym obrazie, ma być posłuszna mężczyźnie i zostaje sprowadzona do roli sprzątaczki, kury domowej, która ma interesować się swoim życiem duchowym (kontrolowanym przez duchownych z ambony i konfesjonału), a nie światem. Widać to szczególnie w tym jak są traktowane zakonnice w Kościele. Mają być one posłużne i pomocne. Księża i zakonicy nie muszą już stale chodzić w habitach, ale nie zakonnice. One muszą pamiętać, że ich miejscem jest wspomagania zmęczonego kapłana w jego posłudze. Wszelkie głosy, które zrównują kobiety w prawach człowieka jawią się jako zagrożenie. Stąd wynika tak wielka nienawiść duchowieństwa do prawa decydowania kobiet o sobie.

 

Related Posts
Share via